|
MOST
"Celem życia człowieka jest wzniesienie we własnej duszy budowli."
S. Weil
Ponad
tonią mętnej, leniwie płynącej wody, roziskrzona słońcem stal.
Gonitwą splecionych rytmicznych form, trwożnie pnie się ku górze, gdzie
łukiem przęseł orze połać głębokiego nieba. Rozpostarta na całą szerokość
rzeki woła, wydziera z otwartej gardzieli swój agresywny psalm, jest
niczym cięciwa naciągnięta strzałą tęsknoty. A jednocześnie milczy,
stabilnie osadzona, zawieszona w działaniu, zawieszona w decyzji, znieruchomiała,
wręcz zesztywniała w kataleptycznym odrętwieniu, obdarta z partii mięsa,
jest jak wysuszony żarem słońca szkielet, wystawiony na wycie wiatru,
oddany pustce.
Nie czyni nic poza samym byciem, aktywnie oddana losowi, posłusznie
czeka. Chwile przepływają przez nią jak przez pusty organizm, nie zostawiając
żadnego śladu.
To, co mnie zachwyca i przejmuje grozą zarazem, mieści się na linii
pionu i znajduje swój wyraz w spiętrzeniu mostu. Obiektem mojej natężonej
uwagi stała się tylko część górna mostu, jego nadbudowa, szkielet konstrukcyjny.
Jest to rzeczywista sfera przeżyć, w której nieustannie działają jakieś
niezrozumiałe, przeciwstawne siły. Pomimo swej masywności, ciężaru,
którym jest obarczona (który ściąga w dół) zachowuje swoją lekkość,
"lotność" w wędrówce wzwyż. Tu nieprzerwanie dokonuje się jakiś proces,
ciągła wymiana, bogata w niuanse: coś zasysa, migocze, przeskakuje,
naciąga się, otwiera się przepastnie, dudni echem, szczypie, oddala
się, zbliża, zanika, rozpościera, pstryka, łomocze, pożera, chłonie,
zrywa się, pluje, macha skrzydłem, wystukuje, zaokrągla, świta, snuje
się, powstrzymuje, nasila, rozpływa, dźwięczy, współbrzmi, przelewa
się, rozchodzi, odstaje, ślizga się, powiela, kołuje, trwa, dogasa,
czeka, dyszy, zakrada się, oscyluje, nakręca, opada, człapie, zawiesza,
roztrzaskuje, wyostrza, drga, cyka, zapowiada się, łagodnieje, rozłazi
się, gruchocze, dzwoni, idzie na dno, mówi rybim głosem, przepala się,
nawołuje z oddali, płynie meandrami, budzi się, nie wierzy własnemu
istnieniu itd.
Funkcją mostu jest łączenie, scalanie.
Jest obiektem, dzięki któremu możliwe staje się przejście na drugą stronę,
jest symbolem przeobrażenia wewnętrznego, przemiany ontologicznej, wskazuje
na proces poznania, transcendowania ku światu wyższemu. Jest motywem
bogato eksploatowanym przez różne mitologie, obrzędy pogrzebowe czy
inicjacyjne. Za przykład niech posłużą cytaty z Eliadego: "W mitologii
irańskiej zmarli w swej podróży w zaświaty przechodzą przez most Czinwat.
Dla sprawiedliwych most ten ma szerokość dziewięciu włóczni, dla bezbożnych
jest jednak wąski "jak ostrze brzytwy". Pod mostem Czinwat otwiera się
głęboka otchłań piekła."
Inny przykład: "Wizja Świętego Pawła pokazuje nam most "wąski jak włos",
który łączy nasz świat z Rajem. Ten sam obraz znajdziemy u pisarzy i
mistyków arabskich: most ów jest "cieńszy od włosa", łączy ziemię ze
sferami astralnymi i rajem. Całkiem jak w przekazach chrześcijańskich
grzesznicy, którzy nie mogą po nim przejść spadają do piekła. Średniowieczne
legendy mówią o "moście ukrytym pod wodą", o moście z szabli, który
heros (Lancelot) musi przejść bosą stopą i z gołymi dłońmi. Most ów
jest "ostrzejszy niż sierp", przejście po nim wiąże się zaś z "cierpieniem
i śmiertelną męką". W przekazie fińskim do piekła wiedzie most najeżony
igłami, gwoździami i ostrzami brzytew; stąpają po nim zmarli i szamani
w ekstazie w trakcie swojej podróży w zaświaty". Inne mitologie mówią
o łańcuchu, moście z oszczepów, które grzęzną w nieboskłonie, umożliwiając
wniebowstąpienie.
Tak więc - most pośredniczy. Jest środkiem , nie jest celem sam w sobie.
Nie po to przecież wchodzimy na most, aby zbudować tam dom i pozostać.
On odsyła nas do czegoś, wskazuje na coś, co trwa w ukrytym, wyższym
porządku, jest dźwignią, która nas przenosi. W ten sposób staje się
on niejako metaforą codzienności, gdyż każda rzecz, z którą się stykamy,
każda czynność, którą wykonujemy, zawiera w sobie tę ukrytą ideę. Pięknie
o tym pisze Wassily Kandinsky w swojej książce zatytułowanej "O duchowości
w sztuce": "Najzwyklejsza czynność, której celu nie znamy, sama w sobie
wydaje się znacząca, tajemnicza i uroczysta. I jak długo nie zorientujemy
się, jakim praktycznym okolicznościom służy, posiada wymowę czystego
dźwięku. Zwyczajna codzienna praca (np. przygotowania do podniesienia
wielkiego ciężaru), kiedy nie patrzymy na nią jako na czynność celową,
nabiera tak wielu znaczeń, staje się tak dziwna, dramatyczna i przejmująca,
że mimo woli przystajemy, jak przed wizją, przed niespodziewanie otwartym
innym światem".
Simone Weil używa pojęcia "metaxu" (między, w pośrodku) na określenie
dobra względnego i o niejednolitej wartości, czyli wszystkiego tego,
z czym się spotykamy w powszednim życiu. To, co doczesne, nabiera sensu
o tyle, o ile staje się mostem, "drabiną" do Boga. Jest to trudne zadanie,
które w nieunikniony sposób implikuje pojęcie cierpienia.
Staje się ono czymś nieodzownym w przemianie w myśl łacińskiego przysłowia
"per aspera ad astra" (przez ciernie do gwiazd). Na jego wartość wskazuje
Rilke w swych "Elegiach duinejskich" pisząc, że są one (cierpienia)
"naszym zimującym listowiem, naszym ciemniejszym barwnikiem, jedną z
pór tajemniczego roku, nie tylko porą - są miejscem, osadą, leżem, ziemią,
dziedziną". Trzeba niejako zejść do podziemi, aby ujrzeć światło, wejść
w siebie, ażeby wyjść, bowiem jak pisze S. Weil: "Ruch wstępujący jest
w nas czymś próżnym (i gorzej niż próżnym) jeżeli nie wywodzi się z
ruchu zstępującego". Ideę mostu najpełniej obrazuje Pasja Chrystusa,
który poprzez krzyż na nowo połączył Ziemię z Niebem. W ten sposób wskazał
na sens życia człowieka. "Oto, co wielkiem jest w człowieku, iż jest
on mostem a nie celem (...)" (F. Nietzsche: "Tako rzecze Zaratustra").
Swoistym, wyjątkowym mostem, w dochodzeniu do prawdy o rzeczywistości,
jest sztuka, gdyż, jak mówi H. Read, w rozwoju świadomości człowieka
to obraz poprzedza ideę, a nie odwrotnie. Na jej funkcję poznawczą wskazuje
Heidegger mówiąc, że droga do określenia rzeczywistości dzieła sztuki
prowadzi nie przez rzecz do dzieła, lecz przez dzieło do rzeczy. Natomiast
Nowosielski w swoich rozważaniach na temat ikony stwierdza, że jest
ona pokazywaniem rzeczywistości empirycznej w jej teozis, w jej przebóstwieniu,
w jej metamorfozie, przemienieniu, przeniesieniu w rzeczywistość zbawioną.
W wymiarze terapeutycznym zaś, działalność artystyczna i jej percepcja
stanowią niejednokrotnie klucz do odzyskania przez chorego pełnej lub
chociażby częściowej harmonii władz psychicznych. O sile malarstwa w
oddziaływaniu bezpośrednio na wnętrze człowieka dobitnie wyraża się
Kandinsky: "Kolor jest środkiem mającym bezpośredni wpływ na duszę.
Kolor jest dotknięciem, oko - młotkiem, który ją uderza, dusza instrumentem
o tysiącu smyczków. Artysta stanowi rękę, która przy pomocy takiego,
czy innego dotknięcia, uzyskuje właściwe drganie duszy".
Najwspanialszym mostem - mostem miłości - jest tęcza, która wieńczy
życie doskonałe, jest symbolem zwycięstwa, przymierza i obecności boskiej.
Hölderlin: "Patmos" - fragment wiersza:
Jest pełen dobra; lecz nikt nie pojmuje
Samego Boga.
Lecz gdzie przeszkody
I ratunek się zjawia.
W ciemności przebywają
Orły i przekraczają bez trwogi
Synowie Alp przepaść
Po lekko wzniesionych mostach.
Przeto, że wypiętrzyły się w krąg, wokół jasności,
Wierzchołki czasu
I najukochańsi są bliscy, choć marnieją na
Górach odległych,
Daj nam wodę niewinną,
o daj nam skrzydła, byśmy wierni myślą
Odchodzić i wracać mogli.
|
|